ULUBIONY KIOSK - PRZEJRZYJ I ZAMÓW WERSJA MOBILNA

Inspiracje / Felieton

Motyle w brzuchu Jacek Gąsiorowski

2014-01-25
0 komentarzy
1
Facebook Google Wykop Twitter Pinterest
Motyle w brzuchu
fot. Jacek Gąsiorowski
Zawsze musi być ten pierwszy raz. Tak więc dopadła mnie ta data 2014 po raz pierwszy fizycznie. Mam bliskie pewności wrażenie, że to będzie dobry rok

Nie pamiętam, czy rok temu w grudniu miewałem podobne wrażenia, czy to tylko deja vu z lat ubiegłych. Dla mnie ten rok będzie pewną okrągłą już rocznicą, wchodzę w wiek nastolatka z tą moją fotograficzną przygodą. Nic nie zapowiadało, że będzie to podróż życia, nic do końca pewne nie jest, jedno wiem na pewno, dekadę mamy już za sobą.

Jestem pewien, że Wy, którzy jesteście na początku swej przygody, macie jeszcze motyle w brzuchu i każda rzecz, każde zdjęcie, aparat czy wystawa jest dla Was terra incognita. Miałem okres rozpaczy, że u mnie już ten efect WOW dawno wyblakł i wystygł. Dzisiaj, uzbrojony w pamięć zdarzeń, świadomość mechanizmów, niewzruszoną tikitakę akcji i reakcji, spoglądam na zdjęcia, jak Neo w Matrixie na zielonocyferkowych agentów. Żadne zdjęcie nie jest tym, za co się podaje, żaden projekt nie jest czytelny transparentnie. Są to ucyfrowione, zerojedynkowe wizualizacje sekundowej woli zaistnienia swoich sprawców. Nie posiadają żadnej obiektywnej wartości, ani tym bardziej wagi lub smaku któregoś zmysłu. Zdjęcia, obrazki są dzisiaj rodzajem wizualnej zupy. Lawy, która wyrwała się za sprawą Internetu spod kontroli ich kreatorów. Wystawione do słońca, podgrzewają emocje swych sprawców, wystawione do wiatru, są przyczyną ich frustracji.

Zdjęcia, obrazki są dzisiaj rodzajem wizualnej zupy. Lawy, która wyrwała się za sprawą Internetu spod kontroli ich kreatorów. Wystawione do słońca, podgrzewają emocje swych sprawców, wystawione do wiatru, są przyczyną ich frustracji

W moim umyśle, dokonała się pewna rewolucja, która oddzieliła warstwę poznawczą od tej dekodującej emocje. Żadne zdjęcie nie wywołuje już we mnie emocji samo z siebie, jeśli mój umysł nie przyłoży do niego stempla akceptacji i nie pozwoli sobie spróbować odczytać rzeczy w nich ukrytych. Jeśli ich nie ma, pomijam je jak dodatkową przekładkę papieru toaletowego. Czasem te emocje wywołuję sam, na zawołanie, niejako podkładając głos, dubbingując głównego aktora. Dzięki temu moja relacja z czyjąś pracą staje się pełniejsza, bardziej osobista i wzbogacona. Po dziesięciu latach zmagań, uzależnień, wzlotów i upadków, wciąż nie mogę być pewny, czy nie włożyłem w ten związek więcej, niż z niego radości otrzymałem. Pomógł mi w życiu postawić się na nogi, ale też z pewnością przyczynił się do wcześniejszego upadku. Nic w przyrodzie nie ginie i ogólna suma zawsze bilansuje się na zero. Godziny, dni i lata – spędzone na myśleniu, tworzeniu i upychaniu siebie w świat mojej fotografii - to dni, sekundy i drobne wieczności stracone dla siebie samego, dla bliskich i dalekich. Moja córka Zosia wzrastała ze mną w tej podróży, ale każde zdjęcie, z którego na mnie dziś po latach patrzy, to spore wiaderko czasu przeznaczone na jego zaaranżowanie, ustrzelenie, wywołanie i wreszcie wyhodowanie w przestrzeni publicznej. W pewnym sensie był to czas spijania z siebie nadmiaru kreatywnej energii, która nie miałaby szans przy mojej konstrukcji psychicznej inaczej uzewnętrznić się i zaistnieć. To polisa, zapis mojego istnienia w świecie równoległym, świadectwo zaprzepaszczenia innych kierunków. Czasem w życiu może zaistnieć proces odwrotny, gdy realność życia, tak bolesna, aż odbiera zdrowie, balansując nad wyrokiem śmierci. Fotograf, w kreacyjnym akcie współczesnego szamanizmu, za pomocą polaroida wypędza z chorej ukochanej śmiertelnego intruza, wssysając go w chemiczne procesy, spowodowane przez światło. Zaklęty na małej fiszce chemicznego papieru złośliwy nowotwór realnego świata bleknie na ścianie wystawiony na pobożną, intymną litanię widza wyrwanego z zewnętrznego korowodu życia bez znaczeń.

Jacek Gąsiorowski

Fotograf, dziennikarz, felietonista i baczny obserwator. Fotografuje jakby pisał, pisze jakby fotografował. Z fotografii uczynił medium, które łączy go z otaczającym światem.

Serwisy specjalne




Partnerzy

 

 

 

Digital Camera Polska
Wolisz pojedyncze numery?
Wydanie na tablet:
Tablet
App Store Google Play
Wydawca
AVT-Korporacja Sp. z o.o.

AVT Korporacja
Sp. z o.o.

ul. Leszczynowa 11
03-197 Warszawa

tel.: 22 257 84 99
fax.: 22 257 84 00

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
avt.pl
ulubionykiosk.pl