SŁAWNI I BOGACI – David Lachapelle

Wariat, geniusz, dyletant, wirtuoz… w zasadzie każde z tych określeń pasuje do Davida LaChapella, najsłynniejszego ucznia Andy’ego Warhola




Czy to diagnoza globalna?

Myślę, że w Polsce jest to szczególnie nasilone przez zapaść kulturową, ale problemy finansowe prasy są globalne.

Widzisz podobnych sobie, jeśli chodzi o nowe formy dotarcia do odbiorcy?

Pojawiają się od czasu do czasu. Jednak zazwyczaj są to zdjęcia wygrzebywane z szuflad: kłania się kwestia czasu i kosztów opublikowania albumu fotograficznego przyzwoitej grubości, na 100–150 obrazów. To przekracza możliwości wielu fotografów. Publikacji tej objętości ze zdjęć nowo powstałych znam bardzo niewiele. Książki takie wydawał Tomaszewski na przykład Rzut beretem o PGR-ach czy poprzednia – o Centrum Zdrowia Dziecka.

Pracujesz teraz nad swoją kolejną książką, prawda?

Wolę sformułowanie „nad tematem”. Tak, pracuję nad projektem o polskich aktorach, mam jeszcze kilka zdjęć do zrobienia, równolegle jest zamykana kwestia publikacji książkowej. Wystawa już jest wydrukowana.

Jak jest z nauką wśród młodych? Czy będzie dla nich praca?

Powstaje pytanie, jaki jest cel tego kształcenia. Jestem przekonany, że większa część uczniów szkół fotograficznych nie będzie fotografami. Ale też otwarcie deklarują, że nie to jest ich zamiarem. Wielu z nich chce po prostu wzbogacić siebie, swoje życie. Jakaś świadomość z czym się je te obrazy, których tyle jest wokół nas, jest pożądana. To szkolnictwo przede wszystkim podnosi świadomość wizualną. Nie jesteśmy w tym pierwszym krajem – w Wielkiej Brytanii praktycznie każdy uniwerek ma jakiś wydział fotografii czy fotodziennikarstwa, z pełnym przekonaniem, że większość absolwentów nie znajdzie sobie pracy w zawodzie. Państwo po prostu podnosi poziom wykształcenia obywateli.

Co rzuca Ci się w oczy w świadomości uczniów, czego przede wszystkim chcesz ich nauczyć?

Najwięcej problemów mają w kontakcie z innymi ludźmi. Jest to stres lub wręcz strach przed nawiązaniem bezpośredniego kontaktu, przełamaniem bariery anonimowości, nawet bez aparatu. Fotografowanie ludzi wymaga przełamania tego bezpiecznego dystansu. Reportaż czy dokument jest działaniem wśród ludzi i nawiązywanie kontaktu jest podstawą.

W czym są lepsi/gorsi niż starsze pokolenie?

To nie jest kwestia wartościowania. Są inni, żyją w innych czasach, robią inne rzeczy inną techniką. Jestem skłonny przypisać jedną cechę wielu młodym fotografom w Polsce: przeważnie nie są zainteresowani tym, co było robione przed nimi. Tłumaczę to sobie tym, że nie obejrzeli wystarczająco dużo. Jak inaczej ocenić fakt, że jako „nowość” i osiągnięcie zawodowe są przedstawiane zdjęcia, które w takiej samej zasadzie konstrukcyjnej i estetycznej, choć w technice „mokrej”, robiono w latach 70.?

To bardzo dziwne, bo sposobów dotarcia do rozmaitych treści mamy coraz więcej. W Internecie można sobie obejrzeć wszystko.

To nie jest prawda. Całe pokłady najlepszej fotografii nie funkcjonują w Internecie: są objęte prawami autorskimi i np. były publikowane dawno, wyłącznie w formie albumów. Przefotografowanie i umieszczenie tego w Internecie to złamanie prawa. Ja bym powiedział, że w Internecie jest raczej fotografia anonimowa i słaba. Z tej najlepszej fotografii, która tworzyła historię, są zdjęcia pojedyncze, przypadkowe. Żeby ludzie mogli to wszystko obejrzeć, konieczne są ogromne pieniądze na zakupy. Ale nie wiem, czy to stanowi wytłumaczenie lub usprawiedliwienie.

Jaka jest Twoja granica ingerencji w zdjęcie?

Obraz jest zawsze wynikiem jednej ekspozycji. Żadnego dodawania, usuwania. Ale istnieje i zawsze istniało zagadnienie interpretacji negatywu. W reportażu światło zastane nie podlega kontroli, oświetla wszystko. Na odbitce trzeba podkreślić elementy najbardziej znaczące, a pozbawić znaczenia te elementy, które w odbiorze przeszkadzają. Zazwyczaj polega to na dopalaniu bieli, żeby nie biły po oczach. Ewentualnie lekkim rozjaśnieniu cieni. To się robiło zawsze, nie było skończonej odbitki bez takich zabiegów. Ja to też robię przy „master print”. Po zeskanowaniu nie robię nic lub bardzo niewiele. Jeśli coś poprawiam, to przeważnie dlatego, że skopałem pod powiększalnikiem.

Zrobiłeś kiedykolwiek własny projekt w kolorze?

Własny nie, tylko dla klientów. Prywatnie kolor mnie nie interesuje. Kiedy zaczynałem, fotografia barwna praktycznie nie istniała lub była bardzo niedostępna. Tak się nauczyłem. Są też inne powody, dla których później nie wchodziłem w kolor, ale to już zanadto filozoficzna rozmowa.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magdalena Rudzka

Słowa kluczowe ,